Znam tę scenę z gabinetu: klient przed sześćdziesiątką mówi, że litery mu uciekają, a schody wydają się bliżej, niż są. Badanie wychodzi dobrze, nowe okulary nic nie zmieniają. Gdy wzrok jest w normie, a czytanie i ocena odległości są coraz gorsze przed 65. rokiem życia, to bywa wczesny sygnał Alzheimera.
Kiedy nowe okulary nic nie zmieniają
W gabinecie optyka większość kłopotów z czytaniem ma proste wyjaśnienie: wada wzroku, która się pogłębiła, albo źle dobrana moc szkieł. Robię pomiar, dobieram korekcję i klient wychodzi zadowolony. Zdarzają się jednak sytuacje, w których wszystkie parametry są prawidłowe, a człowiek dalej mówi, że nie radzi sobie z tekstem.
Wtedy nie dokładam kolejnej dioptrii na siłę. Jeśli oko pracuje sprawnie, a obraz i tak nie układa się w sensowną całość, problem może leżeć dalej, w mózgu, który ten obraz odczytuje. Prof. Renaud La Joie z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco opisuje właśnie takich chorych: mają prawidłowe badanie wzroku, a mimo to trudno im czytać i oceniać odległość.
Czym to się różni od zwykłej wady wzroku?
Wada wzroku daje zwykle obraz nieostry, rozmazany, męczący oczy. Kłopot, o którym mówią badacze, wygląda inaczej. Obraz bywa ostry, ale trudno go zinterpretować. Na to zwracam uwagę w rozmowie z klientem:
- Czytanie – litery są wyraźne, a mimo to trudno przejść przez linijkę i zrozumieć, co się przeczytało.
- Ocena odległości – źle ocenione stopnie, krawężnik albo odstęp od zaparkowanego auta.
- Ocena prędkości – trudno stwierdzić, jak szybko zbliża się samochód przy przechodzeniu przez jezdnię.
- Rozpoznawanie przedmiotów – rzecz leży na widoku, a człowiek nie od razu wie, co to jest.
Ważne jest też to, czy wzrok to jedyna zmiana. Badacze wymieniają obok niego trudności z mówieniem i znajdowaniem słów, drażliwość i obniżony nastrój, problemy z równowagą i koordynacją, gubienie się w znanych miejscach oraz kłopoty z planowaniem, np. przy płaceniu rachunków, gotowaniu czy prowadzeniu samochodu. Kiedy klient wspomina o kilku takich sprawach naraz, traktuję to poważnie.
Pamięć wcale nie musi szwankować jako pierwsza
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco i Instytutu Karolinska w Sztokholmie porównali 390 chorych z wczesnym początkiem Alzheimera, w wieku średnio 59 lat, z 211 starszymi pacjentami, w wieku średnio 78 lat. Wyniki ukazały się w „Science Translational Medicine”.
U co piątego młodszego chorego pierwsze objawy nie dotyczyły pamięci. W starszej grupie problemy z pamięcią miało aż 99 proc. badanych. Dlatego u aktywnej zawodowo osoby, która pamięta wszystkie terminy w pracy, nikt nie myśli o Alzheimerze, często także ona sama.
Badania PET pokazały też, że u młodszych chorych białko tau odkładało się w mózgu ponad dwukrotnie szybciej i obejmowało większe obszary niż u starszych. Prof. Gil Rabinovici, główny autor badania, określił to rozprzestrzenianie jako szczególnie agresywne. To kolejny powód, żeby nie odkładać wizyty, gdy objawy narastają.
Kiedy iść do neurologa, a kiedy wzywać pomoc?
Sam czasem nie mogę znaleźć słowa, gdy jestem zmęczony, i nie widzę w tym nic niepokojącego. Pojedyncza trudność z doborem wyrazu czy chwila rozkojarzenia to jeszcze nie choroba. Podobnie mogą działać stres, niewyspanie albo inne problemy zdrowotne.
Do lekarza warto się wybrać, gdy objawy stopniowo się nasilają i utrudniają codzienne życie, nawet jeśli pamięć wydaje się w porządku. Jeśli wizyta u optyka czy okulisty nie wyjaśniła kłopotów z czytaniem i oceną odległości, powiedz o tym lekarzowi rodzinnemu albo neurologowi.
Inaczej jest, gdy zaburzenia mowy, widzenia, równowagi albo dezorientacja pojawiają się nagle. Wtedy nie czeka się na termin, tylko od razu wzywa pomoc medyczną, bo to mogą być objawy udaru.